Joseph Roth mieszkał i pracował w hotelach, które kochał i na które cierpiał. Widzę go w dworcowych poczekalniach, w pociągach, w melancholijnych pejzażach. Bagażowy pakuje na wózek cale jego życie. „Żółta poświata fotografii”. Powroty do czegoś, czego już nie ma, a może w ogóle nie było. Fotograficzne atelier. Fotograf w czarnym garniturze. A może tylko grabarz o woskowej twarzy. Lalki, peruki, utracone piękno. Czasem widoki z okna. Niby nie dzieje się nic. Ktoś gra w domino. „Na trzecim piętrze mieszka gramofon. Żywe stworzenie, które wykrzykuje radość i smutek na podwórze”. Na ulicy ruch: pies, piłka, żebrak. Apatia kolejek miejskich. Szyny. Druty. Spowite dymem miasta. „Gorycz metropolii”. Porzucone zdjęcia. Uśmiech zatrzymany w biegu. Retusz umykającego czasu.
W tych felietonach-wierszach – Autor żegluje po miejscach pozornie błahych, nic nie znaczących. I znaczących tyle, ile nasze życie i śmierć. Wie, że nie ma miejsc stałych. Jest zawsze jakaś podróż, czyjaś twarz, pan w „szarym flauszowym kapeluszu”, młody Fritz z matką, blondynka w oknie, aukcja berlińskiego panoptikum. „Wszystko się rozsypało”. Woskowe życie się stopiło…
Ewa Lipska
“Proza podróżna” Josepha Rotha to zbiór felietonów pisanych w latach 20 i 30 ubiegłego wieku podczas podróży autora. Nie skupia się on jednak na konkretnych istotnych sytuacjach, ale na subtelnych momentach – widokach z pokoju, gdy jest chory i nie może wychodzić na zewnątrz, z okien pociągu, na sąsiedzie z pokoju obok, na zmęczonej życiem praczce, zegarmistrzu czy sprzedawcy ołówków. Opisuje klimatyczne uliczki miasteczek czy witryny sklepów. Takie, jakie znamy ze starych filmów – pełnych uroku.
W książce znajdziemy kilkadziesiąt krótkich historii – wszystkie pozostają mocno w melancholijnym klimacie, są mocno nostalgiczne i refleksyjne. Mam kilka swoich ulubionych, kilka kompletnie do mnie nie przemówiło. W jednych czułam tęsknotę za minionym czasem – pełnym uważności,niespieszności i braku pogoni, inne z kolei mnie irytowały przestarzałym językiem i sformułowaniami, na które aktualnie nie ma miejsca – np. dziaderskie “panienkowanie” o kobiecie, którą widzi się z okna czy określenia typu “Murzyn”. Całość jednak zdecydowanie na plus.
Trzeba przyznać, że takiego stylu pisania już nie znajdziemy we współczesnych książkach. Nie używa się już takiego języka, autorzy nie mają takiej elegancji i subtelności – przynajmniej ci mainstreamowi.
Niby proza – na co wskazywałby tytuł, a jednak poezja – i ja to kupuję. Nie ma tu kontrowersji, wartkiej akcji, sensacji – jest za to czuła obserwacja i zaduma. Dzieła Rotha to raczej smutne pozycje – poruszają takie tematy jak przemijanie, śmierć, tęsknota. Ale wszystko wyważone i pozbawione taniego patosu. Autor wprowadza nas w swój świat i zaraża swoim postrzeganiem rzeczywistości. Myślę, że każdy poczuje tu przynajmniej przez moment smutek, żal i tęsknotę.
Książka niewielkich rozmiarów – idealna, żeby zabrać ją do jakiejś klimatycznej kawiarni, czytać i obserwować ulotne chwile – ludzi przechodzących obok czy filiżankę z parującą kawą na barze, skupiając się na danej chwili i konkretnym – wydawać by się mogło – niewiele znaczącym momentem. Albo do pociągu. Czytać z przerwami na bezmyślne patrzenie przez okno. Ta książka udowadnia, że to właśnie te momenty zostają w pamięci i to o nich jest ten zbiór prozy – o tych pozbawionych sensu. Ja ją czytałam właśnie tak – i bardzo dobrze ten czas zapamiętam. Z inną książką byłoby to niemożliwe.
Dla wrażliwców, dla ludzi, którzy urodzili się nie w tej epoce i nie w tych latach, w których powinni, tęskniących za niepowtarzalnych i bezpowrotnie minionym czasem – pełnym klasy i bycia tu i teraz – nawiązując relacje społeczne i bacznie je obserwując. Ta książka skutecznie nas w te czasy przenosi. Możemy się zatracić – przeoczyć stację na której mamy wysiąść, wypić zimną kawę czy zderzyć się z aktualną – smutną rzeczywistością po jej odstawieniu. Ale myślę, że i tak warto. Swoją drogą naprawdę można pozazdrościć życia autorowi – jeździć po Europie i pisać – dobrze, że miał taką możliwość, że napisał te teksty i że ktoś zebrał je w całość. Dzięki temu powstała ta książka, która zostanie ze mną na długo.
SZTUKATER

