Na początku było osobiste przeżycie i wiara w teatr, w siłę rozmowy, jaka się w nim toczy. Mówionej pięknymi głosami, jakie zapamiętałem, z warszawskiego Teatru Ateneum czy słuchowisk radiowych, słowami poetycko gęstymi, intensywnymi. Potem była utrata teatru, który w dzieciństwie był moim światem. Schował się gdzieś mój Strindberg, Ibsen, Czechow, nawet Szekspir. Zastąpiła go czytelna aluzja, żart, pretensja by mówić bez tekstu i jego autorów. I spróbowałem napisać sam rzeczy i głosy, które chciałbym usłyszeć ze sceny. Dramat mówiony z lekkością, która niczego nie odbierałaby głębi i powadze. Sytuacyjne zastanowienie, w którym spotykaliby się widzowie i twórcy. Na dobre zaczęło się od Alei Zasłużonych i Sztuki Wywiadu, wystawionymi w Teatrze Polonia i (Aleja Zasłużonych) w Krakowie, Szczecinie. A potem poszło już samo. Zyskał we mnie siłę i barwę głos równoprawny z poezją i reportażem. Zacząłem wyobrażać go sobie i zapisywać. I jeszcze nie skończyłem.
Jarosław Mikołajewski

