Córka, która sprzedała matkę

80,00 

Brak w magazynie

„W tej niezwykłej i wzruszającej książce jest wiele rzeczy godnych podziwu. Te wspomnienia, napisane przystępnym, a zarazem pełnym elegancji językiem, przywołują dzieje pojedynczych osób wplątanych w wir potężnych historycznych wydarzeń. W intymnej i porywającej opowieści autorka ukazuje biografię własną i swojej matki na tle straszliwych tragedii drugiej wojny światowej i Holokaustu, z niezwykłą wrażliwością śledząc cień nieuchronnej traumy, jaka zaciążyła na ich życiu w powojennych dziesięcioleciach. Powściągliwość i łagodne poczucie humoru stanowią kontrapunkt dramatu – narracji o cudownym ocaleniu, a zarazem wnikliwie obserwowanej opowieści – relacjonowanej z punktu widzenia uczestniczki wydarzeń – o relacji między matką i córką. To piękne połączenie biografii i historii z pewnością znajdzie oddźwięk u czytelnika”.

David Rechter
profesor historii nowożytnej Żydów,
uniwersytet w Oksfordzie

Chciałabym, żeby to moja mama opowiedziała swoją historię, żeby przemówiła swoim własnym głosem, ale gdy ją do tego zachęcałam, uparcie odmawiała. Raz, kiedy uznała, że zbytnio nalegam, zareagowała ostro:
– Moje życie nie jest na sprzedaż!
Podejrzewam, że kierowało nią przeświadczenie, którego nabyła w ciągu długich lat, że nikt, kto nie przeżył tego, co ona, lub kto nie dzielił z nią jej doświadczeń, nie będzie umiał w pełni pojąć tego, co przeszła. Czasem udawało mi się ją namówić, żeby mi pozwoliła jakiś fragment nagrać na taśmę, ale resztę wydarzeń przedstawiam tak, jak je zapamiętałam z jej relacji.
A opowiadała jakby pod przymusem, kompulsywnie, często – jak sama mawiała – „wbrew własnemu rozsądkowi”, nigdy nie zmieniając tonu głosu ani żadnego słowa. W efekcie wryły mi się w pamięć całe zwroty, zdania czy większe fragmenty. Wobec tego, kiedy z wiekiem mamę zaczęła zawodzić pamięć (a dożyła ponad dziewięćdziesięciu lat) – fakty zaczynały się mieszać, a chronologia plątać – umiałam odgrywać rolę suflera. Czasem niemal mam wrażenie, że ta książka została nie tyle „napisana”, ile podyktowana głosem, który wciąż wyraźnie brzmi w moich uszach, chociaż jej samej nie ma już od prawie dziesięciu lat. Próbowałam zachować charakterystyczne cechy i oryginalny charakter tej opowieści – tę emfazę, ten ton pogardy, ten gniew i ten humor, które sprawiały, że to była jej własna, niepowtarzalna opowieść. (…)
W samej naturze tego rodzaju narracji leży pewna fragmentaryczność; niektóre zdarzenia z życia mamy bardzo wyraźnie wryły się w jej pamięć, nad innymi nigdy się nie zastanawiała i nie miała zamiaru się zastanawiać, a jeszcze innych po prostu nie pamiętała. Nawigacja po morzu wspomnień, szukanie powiązań, łączenie fragmentów w jeden spójny obraz niczym układanie kawałków puzzli – wszystko to składało się na zadanie, jakie sobie postawiłam, postanawiając napisać tę książkę. (…)
Mam silne przekonanie, że historię mamy należy opowiedzieć, mimo wszelkich braków i niedociągnięć. Jest świadectwem ocalonej z Holokaustu, a każdy przypadek takiego cudownego ocalenia w warunkach „nowego ładu”, w którym Żydzi nie mieli prawa do istnienia, powinien zostać opisany. Mój ojciec, jeden z tych, którzy się uratowali z Holokaustu, pozostawił własne częściowe świadectwo w materiałach Instytutu Historii Wizualnej i Edukacji Fundacji Shoah [Uratowani z Shoah, Roman Janicki, 1996] – coś, na co moja matka nigdy się do końca nie zdecydowała. W jej opowieści ojciec nie zajmuje znaczącej pozycji. Poza krótkimi okresami wspólnego życia, pozostawała w znacznej mierze zdana na własne siły.
W miarę, jak się starzała, jej ból i poczucie straty nie tylko nie łagodniały, ale przeciwnie: nabierały mocy i intensywności. Jej potrzeba pamięci stawała się coraz bardziej obsesyjna i coraz bardziej ją zżerała – niemal wprost proporcjonalnie do upływu lat. Siwowłosa i drobna, zgarbiona na skutek osteoporozy, otulona szlafrokiem, ta krucha kobieta nosiła w sobie wściekłość na świat, który chciał zapomnieć o przeszłości, powodując ból niezagojonych ran. Zarysy emocjonalnego krajobrazu mojej matki ukazały mi się nagle dopiero, kiedy zaczęłam jej czytać Los utracony Kertésza. Węgierski pisarz Imre Kertész, ocalony z obozu zagłady, laureat literackiej Nagrody Nobla, też odkrył u siebie po wojnie tę niezgodę ze światem, który chciał zapomnieć i po prostu dalej zajmować się własnym życiem. Komitet Noblowski przyznał Kertészowi nagrodę „za pisarstwo, które podtrzymuje kruche doświadczenie jednostki w zderzeniu z barbarzyńską arbitralnością historii”. Nie umiałabym znaleźć lepszych słów, żeby opisać determinację mojej matki, która kazała jej raz za razem powracać do tych opowieści i nalegać, żebyśmy ich słuchali. Oby ich wprowadzenie w domenę publiczną ukoiło gniew jej duszy.
Ale muszę opowiedzieć tę historię także dla samej siebie. Książka wyrosła z mojej chęci zapewnienia mamy, że jej doświadczenia nie zostaną zapomniane, ale proces jej pisania otworzył mi oczy na dziedzictwo „drugiego pokolenia” – posiadania rodziców, którzy ocaleli z Holokaustu. Burzliwe i złożone relacje między ocalonymi i ich dziećmi, naznaczone napięciami i niespełnionymi oczekiwaniami obu stron, są dziś zjawiskiem dobrze znanym…

Waga 1.2 kg
Autor

Przekład

Elżbieta Tabakowska

Format

145 x 205 mm

Ilość stron

764

Oprawa

broszurowa

ISBN

978-83-7866-318-8