Hanna Szumańska-Grossowa. Wiersze i inne fragmenty

32,00 

ILOŚĆ SZTUK
Kategoria:
Jan Tomasz Gross, ur. 1947 roku w Warszawie, polsko-amerykański socjolog i historyk, specjalizujący się w europejskiej historii XX wieku i historii zagłady Żydów, profesor Wydziału Historii Uniwersytetu w Princeton.
W 1965 roku rozpoczął studia na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, później przeniósł się na socjologię. Po zaangażowaniu się w protesty studenckie w marcu 1968 roku został aresztowany na pięć miesięcy. W wyniku nagonki antysemickiej zdecydował się na emigrację. W 1969 roku wraz z rodzicami, wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. W 1975 roku obronił doktorat na Uniwersytecie Yale, gdzie pracował do 1984 roku. Od 2003 roku jest profesorem historii Uniwersytetu w Princeton.
Autor m.in. książek Sąsiedzi, dotyczącej pogromu w Jedwabnem oraz Strach, w której zajął się problemem pogromów kieleckiego, krakowskiego i rzeszowskiego.
Obecnie mieszka w Berlinie.

Moje najwcześniejsze wspomnienie z domu Grossów to pokój Jasia i grupa koleżków (w tym Adam Michnik) planujących gazetkę ścienną. I śmiechy-chichy kto ma zostać redaktorem naczelnym. Następna scena, którą pamiętam ma miejsce w dużym pokoju z fortepianem, tapczanem i dużym stołem pod oknem. Siedzę na krześle przy mniejszym stole bliżej drzwi, naprzeciw mnie w fotelu, ale też przy stole, siedzi mama Jasia, z papierosem i filiżanką kawy przed sobą (a może kieliszkiem czerwonego wina?). Musiałam wpaść zaraz po szkole w mocno zszarpanym fartuszku szkolnym nie pasującym do tej okazji. A mama Jasia rozmawia ze mną jak z dorosłą, nie jak z nieopierzoną nastolatką, koleżanką syna. Rodzice większości bliskich mi rówieśników pracowali poza domem, a kiedy ich spotykaliśmy, byli nieuważni, zawsze zajęci czymś innym.  My też raczej ich unikaliśmy. Ona darzyła nas rodzajem przyjaźni. I zaciekawienia.

Zadziwiał mnie w ich domu brak hierarchicznej sztywności. Gdy czasami siadałam z nimi do obiadu (przy tym właśnie stole), matka i syn żartowali życzliwie z ojca, osoby, jak na warunki szarej Warszawy, dość ekscentrycznej. Miał pełno dziwacznych przygód – gdzieś się zgubił albo coś zgubił, żona i syn nazywali go Pipsztok, a on się uśmiechał rozanielony. W przeciwieństwie do mamy Jasia, nigdy z nami nie rozmawiał, siedział w małym pokoiku z portretami filozofów i, jak wtedy sobie wyobrażałam, czytał Woltera. Codziennie chodził do kawiarni Świtezianka, bywał tam w określonych godzinach, tak, jak się robiło w Wiedniu, mieście odwiedzanym, gdy był dzieckiem (rocznik 1903).  Gdy w 1990r. z emigracji przyjechał do kraju, kelnerka – ta sama co zawsze – spytała go z wyrzutem: „gdzie się Pan przez te lata podziewał?”

Ich dom był inny i ona była inna. Przede wszystkim lekka, ironicznie nastawiona do świata. I bardzo dowcipna. Myślałam wtedy, że to trochę z Francji, może dlatego później poszłam na romanistykę. Często w ręku poza papierosem trzymała szczupły tom wierszy. Kiedyś pożyczyła mi jedyny wydany w powojennej Polsce tom wierszy Miłosza. Nie mogę powiedzieć, że doznałam olśnienia, oswojenie się z Miłoszem zajęło mi trochę czasu. Choć jej wiersze (których wtedy nie pokazywała) należały do przed-miłoszowskiej poetyki, był jej bardzo bliski, nie tylko jako poeta. Mieli podobny rodzaj wrażliwości społecznej. Słyszę, jak mówi o swojej alergii na endeków i na faszystów. Z Miłoszem już zostałam, a także z alergią na endeków.

Irena Grudzińska-Gross

Wymiary 12 x 20.5 cm
Autor

Oprawa

miękka

Ilość stron

170

ISBN

978-83-7866-553-3

Rok wydania

2022

Możesz lubić także…