Cezary Łasiczka: Naszą rozmowę rozpoczniemy poetycko:
Od szczęk do pięty wszedł napięty.
Oliwne na nim firmamenty.
Ten tylko może być wybrany,
kto jest jak strucla zasupłany.
Z niedźwiedziem bierze się za bary
groźnym (chociaż go wcale nie ma).
Trzy niewidzialne jaguary
padają pod ciosami trzema.
Rozkroku mistrz i przykucania.
(…)
Poznaje Pan ten wiersz?
Ireneusz Kania: Oczywiście, poznaję go. Trudno, żebym go nie poznał, bo to jest wiersz, który – jak autorce kiedyś klarowałem, ale nie bardzo chciała w to wierzyć, choć w końcu dała się przekonać – zmienił moje życie, po prostu.

