Tytuł, który tym zebranym w jedno fragmentom nadałem, ma dwa znaczenia. Jedno przenośne, że niby to wszystko, co tu piszę i pisałem, jest jakąś podróżą do ojczyzny; drugie całkiem konkretne, bo najistotniejszą treścią tych kart są prawdziwe i rzeczywiste podróże do Polski. Tak się moja biografia złożyła, że trzykrotnie w ciągu mego życia „jechałem do Polski”, wybierałem się do mej ojczyzny jak gdyby z zewnątrz, zmierzałem ku niej – pół-pielgrzym, pół-turysta – zgadując tylko, co jest jej istotą, co jest jej powabem, i mogąc ją porównywać z innym środowiskiem, w którym się pierwotnie zasiedziałem.
Pierwszą z tych podróży było przesiedlenie z Ukrainy do Warszawy jeszcze w roku 1902, kiedy byłem ośmioletnim chłopcem. Wielokrotnie mówiłem o tym bogatym w treść epizodzie mego życia i o tym zadziwieniu, zaniepokojeniu i przemieszczeniu wartości, jakie to przeniesienie się we wrażliwym dziecku sprawiło. Pisałem także o obrazach, które wtedy Polska we mnie wywołała i niezmiernie głęboko je odcisnęła. Wrażenia te pozostały na zawsze największymi wrażeniami dzieciństwa: kościoły, Filharmonia, teatry, Powązki, Zachęta, słowem – Warszawa. Jednocześnie Uniwersytet Latający u nas w domu (wykład Krzywickiego), Sienkiewicz jadący w dorożce ulicą Kruczą, wieczory z patriotycznymi deklamacjami w „pracowni mód” pani Maciejewskiej i kuzynka w białej sukni idąca na czwartek do Deotymy.
Druga moja podróż do Polski to już sprawa bardziej skomplikowana, obejmuje bowiem tą nazwą szereg wyjazdów do Warszawy i „Królestwa” w latach 1911, 1912 (dwa nawroty), 1913, 1914. Miałem już wtedy siedemnaście–dwadzieścia lat, osobowość moja kształtowała się, zainteresowania ustalały i dla mojego wykształcenia lata te były ogromnie ważne. Poznałem wówczas wieś polską, tak różną od ukraińskiej, polską kulturę szlachecką, też inną, i pomału wchodziłem także w życie kulturalne polskie dzięki zainteresowaniom moim, moich krewnych i przyjaciół – wnikałem w zagadnienia literackie, które przedtem były mi całkowicie obce. Swoista mieszanina kultury Byszew (rodzaj Neandertalu) z kulturą literacką Warszawy, jedyna okazja zaznajomienia się z okazałym życiem arystokracji – o dziwo, rosyjskiej – stworzyły ten bardzo swoisty amalgamat, jakim były lata mojej wczesnej młodości.
Gdy wyjechałem do Polski po raz trzeci, byłem już uformowanym człowiekiem i przeszedłem przez wielkie doświadczenia pierwszych burz uczuciowych, pierwszych rozczarowań filozoficznych, pierwszych klęsk i zwycięstw artystycznych. Na kartach doświadczeń życiowych mogłem zapisać prawdziwe poznanie wsi ukraińskiej (zauważmy, że nastąpiło ono po poznaniu wsi polskiej), no i przeżycia tak ogromne, które wypadły na losy mojego pokolenia – pierwsza wojna europejska i wielka rewolucja rosyjska. Oba te gigantyczne zdarzenia działy się niejako w tle mojej biografii, ani w jedno, ani w drugie nie byłem bezpośrednio zaangażowany, ale przecie ich rozmach, ich potęga, sama wielkość tych zjawisk musiała zadziałać na mój charakter, na moje usposobienie, na moje pojęcie o świecie. Cóż dziwnego, że sprawy polskie wydawały mi się czasami sprawami miałkimi i ograniczonymi, a świat, zwłaszcza światek warszawski, czasami sprawiał na mnie wrażenie ciasnego podwórka.
Trzeba sobie zdawać z tego sprawę, że Polska była dla mnie krajem egzotycznym, że opowiadano mi o niej w dzieciństwie jako o czymś dalekim i nieosiągalnym, że chwilami przemieniała się dla dziecka w krainę baśniową, że jej onomastyka – co tu dużo gadać – brzmiała i brzmi w dniu dzisiejszym jak onomastyka Odysei czy Ramajany. Do dziś dnia na słowo „Bzura” czy „Pilica”, „Iłża” czy „Ogrodzieniec” odczuwam w sercu lekkie piknięcie, którego nie odczuwam nawet przy słowie „Paryż” czy „Oksford”. Na owym piknięciu, na owym spojrzeniu na topiący się w dali asfalt, który mnie ciągnie w zaczarowaną krainę, polega moja odwaga przystąpienia do sporządzenia książki noszącej tytuł Podróże do Polski i mającej ewidentnie na celu opisanie tej krainy.
Pomimo spędzenia w Polsce długich lat życia, nigdy nie stała się ona dla mnie czymś zwyczajnym i zawsze mnie zachwyca jednakowo. I to chyba będzie przedmiotem mojego opisania.

