Samotnie zafascynowały mnie, ponieważ osobiście doświadczyłam wyjątkowości tego poematu, jego bliskości myśleniu parnasistów, owej autonomii twórczej Generación 27, czyli grupy hiszpańskich poetów pierwszej połowy XX wieku, określanych mianem Pokolenia 27. O czym traktuje ten utwór? Najogólniej rzecz biorąc: o żywiołach, bóstwach, duchach drzew, rzek i mórz oraz o bytach, by tak rzec, przyrodniczych, które wspólnie uczestniczą w odwiecznym tańcu. Wśród tych licznych istot są ludzie roztropnie korzystający z darów Słońca, Oceanu, Wulkana, Cerery i Bachusa, i tacy, którzy – kierowani ambicją oraz żądzą bogactwa i władzy nad innymi – okaleczają i okradają naturę za pomocą wymyślnych narzędzi i podstępów. […]
Dołączyłam do frenetycznego kręgu Samotni bez ekwipunku. Taka samotna włóczęga wyostrza czujność, zmusza do nauki języka, do smakowania słów, ich wieloznaczności, drżeń, barw, dźwięków, temperatury, sięga zmysłów, intuicji. Ale też umysłu. W tym przypadku wymaga choćby elementarnej orientacji w świecie antyku. […] Starałam się przywrzeć do oryginału jak najbliżej z myślą o polskich odbiorcach, którzy chcieliby, a nie mogą go przeczytać ze względów językowych, oraz o tych, którzy mogliby, a rezygnują odstraszeni osławionym hermetyzmem autora.
Magdalena Pabisiak

