Zamieszczone w tej książce szkice wypływają z przypuszczenia, że najbardziej frapujący splot literatury i życia polega nie na tym, że literatura – niby zwierciadło przechadzające się po gościńcu – naśladuje życie, ale przeciwnie – że życie naśladuje literaturę. Na początku jest słowo. Dlatego nie jest rzeczą obojętną, jakie słowo zostanie postawione na papierze. W styczniu 1938 roku Eliasowi Canettiemu zdaje się, że słyszy włamywaczy. Na jego wezwanie przyjeżdża siedmiu uzbrojonych policjantów, którzy próbują go przekonać, że to halucynacje. Analogiczna scena przesłuchania przez policjantów istniała już na kartach Auto da fé. Kiedy Canetti mocą swojego pióra kazał Kienowi podjąć walkę z halucynacją, „choćby nawet była z krwi i kości”, tworzył scenariusz zdarzeń, które kilka lat później miały rozegrać się w jego domu, a tym żałosnym, udręczonym szaleńcem, utrzymującym, że umie pokonać paranoję, miał być on sam. Dla Gustawa Flauberta Emma Bovary była bardziej realna niż kobieta z sąsiedztwa. Również Hesse żywił brak poważania dla rzeczywistości, podejrzany w oczach pozostałych mieszkańców Montagnoli. O rzeczywistość – powiadał – nie trzeba się troszczyć, uwagi wymagają tylko rzeczy piękne. Arcydzieła literatury światowej, o których w tej książce mowa, zaświadczają o sile wyobraźni ich autorów, mogącej zmienić nie tylko ich, ale także nasze życie.

